8500 km w dwa tygodnie czyli pierwsza daleka podróż busa [cz. 2]

Skandynawia

Część 2.

Dzień czwarty, (albo 5?) nie jestem pewien.. to samo najbliższe otoczenie, Ci sami ludzie, za to widoki zawsze inne i niepowtarzalne.

Zaczynam tracić rachubę1.1. Jeszcze nie wiem, że będzie tylko trudniej o orientacje w czasie gdy zacznie się dzień polarny.

Jesteśmy na statku, na horyzoncie wielometrowy kilwater, siedzimy na pokładzie – trochę wieje, ale nieznośne bujanie (pomimo spokojnego wedle oceny bosmana Mańka morza) odczuwane przeze mnie od brzucha po gardło jest tu całkiem do zniesienia, a po 30min zupełnie przestaje mi dokuczać, wraca tylko przy przemieszczeniu się po wnętrzu statku.

1.2

 

Początkowo opatuleni szalikami i w czapkach, wczuwamy się w morski klimat, lekko wspomagani wermutem jeszcze z kraju, po  30min czujemy się na pokładzie swobodnie jak poławiacze fok z 20-letnim doświadczeniem na wzburzonych wodach Bałtyku 😀

 

Końcowo jednak zmęczeni podróżą i wrażeniami, a także mżawką, przenosimy się  do wnętrza. Jedni śpią, inni zacięcie tną w kierki i tak doczekujemy końca naszej pierwszej morskiej przeprawy kiedy to spotkaliśmy najbardziej oswojone rybitwy w naszym życiu. Maniek zarobił małą dziurę w głowie od dzioba, ale i tak było super!

1.3 1.4

P1.5o desancie między tirami  i spokojnym zaparkowaniu ruszamy na zwiedzanie. Nie jestem zbyt dobry w relacji z miast więc napiszę tylko, że była świetna fontanna z fok, kamienne żółwie i kościół ewangelicki – wystrój bardzo przypadł mi do gustu – duże przestrzenie, brak przepychu.

Z Helsinek ruszyliśmy w stronę Naantali, które swoją sławę zawdzięcza umieszczonej na wyspie wiosce Muminków. Nocujemy na urokliwej łące, kilka kilometrów za miasteczkiem, gdzie pomimo pierwszego starcia z mocno niesprzyjając1.6ą pogodą (ulewa na przemian z gęstą mżawką..) udaje nam się rozbić namioty i świętować przybycie „za morze”. W świetnych nastrojach nagrywamy nawet własny cover bułgarskiego rapu 😀 Internet na „czarną godzinę i tylko do bardzo ważnych spraw w pracy” po raz pierwszy posłużył ściągnięciu średnio ambitnej piosenki oraz jej przetłumaczonego tekstu 😉

Lekko wymarznięci jemy ciepłe śniadanie i ruszamy w stronę wioski Muminków.  Po dłuższej chwili poszukiwań darmowego miejsca postojowego ruszamy w stronę wyspy i otaczani coraz większa ilością turystów oraz różnego rodzaju „budek z hot dogami” zaczynamy podejrzewać, że nasze wyobrażenia wioski Muminków nieco odbiegają od rzeczywistości.. Na miejscu, czyli przy wielkiej wielostanowiskowej kasie biletowej ze stalowymi kratownicami na bramkach, o1.7kazuje się, że nie jesteśmy w spokojnej wiosce Muminków, gdzie można zobaczyć ich domek-wieżę i zrobić sobie zdjęcie. Trafiamy w sam środek skandynawskiego odpowiednika Disneylandu. Mnóstwo makiet, przebrane postacie oraz interaktywne musicale z udziałem publiczności są pierwszym krokiem do przekonania nas, że nie chcemy tego oglądać. Drugim jest cena. Kwota jest niebotyczna zarówno w przeliczeniu na paliwo jak i na alkohol więc rezygnujemy 😀 Stwierdzamy, że lepiej spożytkujemy 28euro/os i po szybkim obejściu wyspy po zewnętrznej stronie ogrodzenia i zdjęciu „przy wieży” ruszamy dalej w drogę 😉

Z całej podróży przez Finlandię zapamiętałem więcej niż się spodziewałem w związku z nieustannie trwającym dniem – mieszającym w głowie. Z każdym kilometrem zmierzaliśmy coraz bardziej na północ, brak 3cywilizacji dodatkowo utrudniał odnalezienie się w czasie. Ogromne połacie lasu, od czasu do czasu jeziora i rzeki oraz komunikaty nawigacji „jedź 327 km prosto”, słowem – coraz piękniej.  Mijamy kilka wiosek wraz z przylegającymi polami uprawnymi i starymi szopami na sprzęt, pamiętającymi czasy kiedy to orało się zaprzęgając konia.

Pod wieczór, albo raczej pod koniec naszego dnia, co jest bardziej precyzyjnym określeniem w sytuacji kiedy śniadania są na obiad (po 14.), obiady na kolację (po 20.), a kolacje po 3 w nocy przed spaniem, (już dawno wszystko się nam poprzestawiało) zaczynamy szukać noclegu. Chociaż pogoda zdecydowanie lepsza od ostatniego deszczu, który wydaje się odległy o wiele, wiele dni, a w rzeczywistości jest  związany z naszym ostatnim noclegiem!, staramy się znaleźć miejsce niezależne od zmian pogody. I udaje nam się. 2.1Dostrzeżona zostaje, coraz bardziej wyczulonym na potencjalne miejsca noclegowe okiem pasażerów,  szopa. Ostro po hamulcach, bo „zaraz za mną” w lusterku auto  (2 km za mną na nie wiem ilu kilometrowej prostej). Kilkanaście metrów na wstecznym i wjeżdżam na polną drogę prowadzącą jakieś 100m do dość sporej szopy/stodoły, która jak się na koniec okazało była naszym drugim najlepszym miejscem noclegowym. Szybki podział zadań sprzątanie/ogarnięcie busa/rozkładanie namiotów/ gotowanie i po 40min zasiadamy do dobrego i wyczekiwanego ciepłego posiłku. Wszystko jak trzeba: syci, z dachem nad głową, w suchych i ciepłych ubraniach zasiadamy zrelaksowani do partii w Tabu. Nieświadomi jutrzejszych przygód z reniferami, Mikołajem i Norwegią!

2.2      2.3

 

Poprzedni wpis
Jak powstawał dom na trzech metrach kwadratowych
Kolejny wpis
8500 km w dwa tygodnie czyli pierwsza daleka podróż busa [cz. 3]

Zobacz gdzie jesteśmy TERAZ:

Image Widget

Follow & like us :)

Subscribe us!
Observe us!

Kategorie