22. Żółw w trasie

Bałkany

Niesamowicie kręta, stroma i zatłoczona droga wokół jeziora Szkoderskiego nie zniechęciła nas do poszukiwań noclegu z niepowtarzalnym widokiem. Dzielnie zdobywaliśmy kolejne wzniesienia i doliny, zaliczaliśmy liczne mijanki i, choć szerokość wynosiła nieco ponad dwa metry, jakoś się to udawało. Było sporo stresu. Brak barierek, a gdy wychyliło się nieco z okna można było spojrzeć w wielometrową przepaść. Niestety prawie dwugodzinne poszukiwanie nie przyniosło rezultatu i byliśmy zmuszeni do zawrócenia. Nikt nie był jednak zawiedziony – przepiękne widoki wynagradzały każdą odrobinę wysiłku, którą podjęliśmy by się tu dostać.

Czarnogóra 019W świetnych humorach pożegnaliśmy jezioro na dwa tygodnie i ruszyliśmy w stronę zatoki, tym razem przezornie mijając, równie długi co drogi, tunel. Na górskiej drodze przeprowadziliśmy akcję ratunkową – ledwo wyhamowałem by ominąć przekraczającego drogę żółwia. Musieliśmy mu pomóc bezpiecznie dostać się na drugą stronę. Szybko ruszyliśmy dalej – robiło się późno. Zawsze gdy w ostatniej chwili zmieniamy plany co do miejsca noclegu mamy jakieś ciekawe przygody, tak było i tym razem!

Ciąg zbiegów okoliczności doprowadził do naszego spotkanie z Jill, Joe, Bruno i ­­­Arnim. Zgarnęliśmy ich z serpentyn prowadzących w stronę Budvy, jeżeli bylibyśmy tam choć kilka minut wcześniej minęlibyśmy się. Nieśli ogromne plecaki i wyglądali na mocno sponiewieranych. Ostatnie dwa dni spędzili w górach, które tutaj są bardzo wymagające, rano skończyła im się woda pitna więc musieli zejść ze szczytów, a teraz, podobnie jak my, szukali noclegu. Tak więc znów w wesołej, sześcioosobowej ekipie ruszyliśmy w świetle zachodzącego słońca szukać dzikiej plaży. Było to zadanie bardzo trudne z powodu stromego wybrzeża, ale przy trzeciej próbie udało się! Teraz już tylko, kąpanie w morzu, wspólna kolacja, wino i śpiew!

Czarnogóra 027Pobudka o 7 jest dla mnie karą za niezałożenie osłon na szyby busa. Wyczołguję się z busa, w którym śmiało można by upiec jakieś ciasto, by legnąć w wąskim pasku cienia przy kołach. Spotykam tam resztę ekipy, która przylega do busa niczym kozy na stromych zboczach gór. Wraz z drogą jaką przebywa bezlitosne poranne słońce palące Czarnogórskie ziemie, my zbliżamy się do siebie i do busa… Zaraz pozostanie tylko wpełznąć pod auto lub stawić czoła wyzwaniom nowego upalnego dnia. Nie do końca wyspani (pomimo zmęczenia rozmowy ciągnęły się daleko w noc), ale pełni energii płynącej z pozytywnego nastawienia, pakujemy się w busa i ruszamy w drogę. Szczęśliwi, że znów udało się zaoszczędzić kilka euro na postoju, nucąc piosenki z poprzedniego wieczoru docieramy do miejscowości gdzie nasze drogi się rozchodzą. Rozstanie nie jest tak ciężkie jak zwykle to bywa, bo żegnamy się tylko na około 3 tygodnie. Na naszej drodze przez Belgię na pewno się spotkamy!

Czarnogóra 014Urządziliśmy sobie ostatnio mały rajd po chorwackich górach. Oczywiście zakres prędkości nieco inny niż u Małysza, ale emocje w busie nie mniejsze. Skąd taki pomysł? Chcieliśmy zdążyć przed zmrokiem, planowaliśmy skorzystać w tym celu z autostrady, ale przy chorwackich cenach nawet autostrada do stolicy Małopolski wydaje się umiarkowanym złodziejstwem 🙂 Około 70 zł w jedną stronę skutecznie odstraszyło nas zaraz za pierwszymi bramkami…

Trafiamy w góry, piękna pogoda, idealna widoczność i dobrze wyprofilowane zakręty. Usprawiedliwienie dla zwiększonego spalania, w postaci umówionego terminu, więc ruszamy w czarnej zamieci dieslowskich spalin! 😀 150 km trasy jedziemy za Transporterem, który ewidentnie zna te drogi. W pewnym momencie wyprzedzamy tira i tu zostajemy rozdzieleni. Przez policyjny lizak. Jak się okazało wyprzedzany tir przysłonił nieco pięćdziesiątkę. Wiadomo, lokalnych nie zatrzymali, tir by nie wyhamował, a bus pewnie by uciekał! 😀 Po długich negocjacjach po polsku, chorwacku (znam może 5 słów ;)), angielsku i wszystkich znanych mi językach, mandat udało się stargować z 500 kn do maksymalnej akceptowalnej przez nas kwoty, czyli 0 kn :).

Chorwacja cz.2 017W świetnych humorach docieramy do Stinicy, gdzie planujemy spędzić kilka dni. Spotykamy się z rodzinką, razem pływamy, gramy w karty, pijemy chłodne wino, śmiejemy się i łowimy. Tak – łowimy. Nigdy wcześniej nie miałem wędki w ręce, a zawsze chciałem się nauczyć łowić. W prezencie dostaję pierwszą wędkę w moim życiu! Obiecuję chwalić się posiłkami, które uda mi się zdobyć własnoręcznie 😀

Chorwacja cz.2 051Czas ruszać, no nie dalej, bo właściwie to znów wracamy na południe, ale po nowe przygody! Po drodze zahaczamy o Split, gdzie powiększamy na jakiś czas ekipę, potem przelatujemy przez Bośnię i Hercegowinę, zwiedzamy Dubrownik i przez zatokę Kotorską rozpoczynamy atak na albańskie góry i ukryte tam wodospady. Oby tylko skrzypiące już jakiś czas koło dotrzymało jeszcze dwa tygodnie do planowanego dłuższego postoju serwisowego 🙂

Poprzedni wpis
21. Macedońska ekipa
Kolejny wpis
ZIELONYM BUSEM PO EUROPIE – WYPRAWA DRUGA – PODSUMOWANIE

Zobacz gdzie jesteśmy TERAZ:

Image Widget

Follow & like us :)

Subscribe us!
Observe us!

Kategorie