ZIELONYM BUSEM PO EUROPIE – WYPRAWA DRUGA – PODSUMOWANIE

Europa

Dwoje ludzi, cztery koła, wielkie plany. Konfrontacja marzeń z wyzwaniami. Jednym słowem podsumowanie 210 dni mieszkania w 28 krajach na 4m2 busa.

Czy było łatwo i wygodnie? Czy obyło się bez stresu i strachu? Czy wszystko poszło zgodnie z planem, nic się nie psuło, zawsze było sucho, ciepło i czysto? Czy zawsze mieliśmy pełne brzuchy? No nie do końca.

DZIKIE NOCLEGI

Wyruszyliśmy w połowie maja i tak naprawdę dopiero po przejechaniu około 200km dotarło do nas na co się porwaliśmy. Słowo się rzekło – przed nami ponad pół roku w busie, ani złotówki na noclegi i nie ukrywając – co najmniej lekki niepokój przed nieznanym. Wcześniej odważnie odpowiadaliśmy na pytania o noclegi w środku lasu, nad jeziorem, w górach czy na poboczu drogi, że to nic takiego, że nie ma strachu. Był. Co innego  mówić to w jasnym pomieszczeniu pełnym ludzi, a co innego doświadczać tego w ciemnej pustej dolinie, mając za ochronę kilka milimetrów blachy, gdzie każdy szelest wydaje się podejrzany. Nie było jednak tak całkiem źle i strasznie. Owszem pierwsze noce, ale tylko dwie, a nie jak sądziliśmy 30, były delikatnie mówiąc nerwowe, jednak jak to zawsze bywa, strach ma wielkie oczy, a zagrożenia są wytworem naszej wyobraźni. Szybko przyzwyczailiśmy się spania pośrodku niczego i w samym środku wszystkiego – w ruchliwym mieście. Przestaliśmy się budzić na każdy szelest, a nawet więcej. Prowadząc nierówną walkę  z duszącymi upałami Grecji i Albanii zaczęliśmy spać przy otwartych na oścież drzwiach bocznych i tylnych i szybach – ogólnie nie zamykaliśmy już praktycznie nic. Czy ludzie dziwnie się patrzyli widząc 2 osoby śpiące w aucie gdy oni szli do pracy? Patrzyli i pewnie zastanawiali się jak tak można żyć. A ja się zastanawiałem jak można żyć codziennie takim samym dniem. Odrobina początkowego zakłopotania za niekomfortową sytuację wydaję się być mała ceną za taką przygodę.

BARIERA JĘZYKOWA

Szukanie miejsca do spanie na dziko przeszło z fazy gdzie było wyzwaniem i stresem do codzienności. Człowiek potrafi się przyzwyczaić niemal do wszystkiego. Z czym jeszcze przyszło nam się mierzyć? Bariera językowa? Osobiście nie postrzegam tego jako problem, a żaden ze mnie poliglota. Kartka i słownik, albo jeszcze lepiej zacięcie do kalamburów i dogadasz się wszędzie. Dosłownie wszędzie – język, kultura, realia życia – wszystko może być różne od naszych, ale człowiek pozostaje człowiekiem i jeżeli jest choć odrobina chęci komunikacji z obu stron zawsze się dogadasz. Kolejny punkt załatwiony.

 

 JEDZENIE

Nie oszukujmy się, jeżeli ktoś do szczęścia potrzebuje pięciu porządnych posiłków w tym co najmniej dwóch ciepłych, wtedy życie w drodze nie będzie dla niego łatwe. Je się mniej, bo brakuje czasu, bo oszczędza się pieniądze, bo zawsze jest ktoś z kim można się podzielić. Ale za to jak wszystko wtedy smakuje! Wszystko! Jesteśmy już ponad 3 miesiące w Polsce, wróciliśmy na chwilę do normalnego życia i przygotowywania do kolejnej wyprawy, a ja wciąż pamiętam jak mi smakował pierwszy schabowy po trzech miesiącach w trasie! Greckie pustkowie, panierka ze starego suchego chleba utłuczona trzonkiem noża, jak to smakowało! Nie mieliśmy lodówki – znaczy mieliśmy, ale nie działała. Uwierzcie mi da się bez tego przeżyć, a i prądu mniej się zużywa. Żyjąc w busie zaczynamy szanować zasoby, których na co dzień mamy praktycznie nieograniczone ilości. Prąd, woda, czyste ubrania.  Żywienie się w trasie nie było dla nas żadnym problemem, tylko teraz ciężko przywyknąć, że je się w pomieszczeniu, a nie na dworze z widokiem na góry, jezioro, morze, las lub pustynne bezkresy.

AWARIE

Dwudziestoletni Volkswagen Transporter T4, 210 dni jazdy, 30 tysięcy kilometrów po drogach asfaltowych, bitych, niebitych, sypkich, półpłynnych, błotnych, stromych, wąskich jak leśne ścieżki i szerokich jak lotniska. Awarie musiały się zdarzyć. Co więcej – zdarzyły się.  O to jesteśmy chyba pytani najczęściej: „Nie baliście się awarii?” Owszem trochę. Ale żeby zrozumieć dlaczego tylko trochę musicie się wczuć w naszą sytuację.

Rzuciłeś pracę, masz odłożone dość pieniędzy na jedzenie na najbliższy czas. Nie masz żadnych opłat poza paliwem, które jest potrzebne tylko wtedy kiedy się jedzie. Jak auto jest zepsute i stoi nie masz żadnych opłat i co najważniejsze MASZ CZAS. Twój dom jest z tyłu auta, więc awarie samochodu można traktować jak np. chwilowy brak prądu w domu – to nie powód do zmartwień. Nie śpieszy Ci się. Ok – zepsuło się auto. I co? No trzeba naprawić. Co jest stresującego w zepsutym aucie? Nic. To jest pozornie stresująca sytuacja w naszym dzisiejszym świecie, co wynika z tego że zepsute auto oznacza, że gdzieś nie dotrzemy na czas, spóźnimy się, zawiedziemy kogoś lub czegoś nie załatwimy. W naszej sytuacji nie ma już nic do załatwienia, nigdzie nie musimy być w terminie, wszystko zgodnie z planem, miały być awarie i są. Jednym słowem bez stresu, a to jak się już nauczyłem na tym wyjeździe kluczowy czynnik do naprawy auta. Spokojna głowa otwarta na pomysły i pozytywne podejście 🙂

Zgubiliśmy zbieżność na Ukraińskich drogach, zjadło nam przez to opony do drutów, tarły nam hamulce, zamarzł ręczny we szwajcarskich Alpach, straciliśmy stacyjkę na początku wyjazdu, ciekł nam dach i okno, nie działały światła, padł akumulator. Rozszczelnił się układ chłodniczy, prawie odpadło nam koło, dwa razy paliły się kable, nie mogliśmy otworzyć maski. Skończyły nam się klocki hamulcowe i to pośrodku pustkowia w Afryce gdzie takich nie mieli, a i tak udało się je dorobić w ciągu 2 godzin. Wszystkie pozostałe awarie również udało się naprawić lub zaleczyć aż do powrotu. Żadne z nas nie jest mechanikiem, a daliśmy radę. 🙂  Trochę odwagi, logicznego myślenia i niemal wszystko da się zrobić.

 DO PRZODU

Do tej pory napisałem o przeciwnościach, które nas spotkały, ale wierzcie mi musiałem się nieźle natrudzić, by przypomnieć sobie to wszystko co pozornie stanęło nam na do drodze naszej przygody. Zdecydowana większość przygód, która nas spotkała – nasza codzienność w podróży pełna była jedynie pozytywnego odzewu. Ludzie chcący się dzielić wszystkim czym mieli, od chleba, wina, domowego brandy czy sera, kończąc na zwykłej wodzie z lokalnego źródła, główce kapusty czy małych kotach. Tak, dostaliśmy raz małe koty. 🙂 Im mniej sami mieli, tym więcej chcieli dać. Nikt nigdy z nikąd nas nie wyrzucił czy nie zabronił się zatrzymać na noc, wiele osób oferowało nam noclegi, podpowiadało co warto odwiedzić i na co uważać. Tak więc nie daj się oszukać wieściom z telewizji, że wszędzie źle, niebezpiecznie, i że ogólnie nie warto. Złe wiadomości lepiej się sprzedają i takich zawsze jest wszędzie pełno, ale rzeczywistość według mnie jest inna i ja na przekór wszystkiego twierdzę przeciwnie. Świat jest pełen ludzi otwartych, życzliwych, ciekawych i chętnych pomocy. Tak więc jeżeli tylko możesz to rusz się i pojedź gdzieś, gdziekolwiek.  To nie jest takie drogie, nasz wyjazd kosztował 1000zł na osobę na miesiąc, z paliwem, z wejściówkami, z jedzeniem ze wszystkim. Pomyśl ile wydajesz na mieszkanie, Internet, telewizję, jedzenie. Przelicz i ruszaj! Na początek nie ma tak naprawdę znaczenia dokąd. Ważne jak. Nie śpiesz się. Zobacz jedno miejsce dobrze zamiast dziesięciu na szybko jak na stronach katalogu biura podróży. Otwórz się na ludzi, a każda wyprawa będzie niezapomniana. I zanim powiesz sobie: nie, ja nie mogę, bo praca, zobowiązania, bo coś. Zastanów się, bo to po prostu strach przed nieznanym. Jak już pisałem – strach ma tylko wielkie oczy. Za 40 lat będziemy raczej żałować rzeczy, których nie zrobiliśmy niż tych które zrobiliśmy źle. Choć myślę, że wyprawa busem to wcale nie taka zła sprawa.

Poprzedni wpis
22. Żółw w trasie
Kolejny wpis
Nowe plany? Objedziemy Stany! :)

Zobacz gdzie jesteśmy TERAZ:

Image Widget

Follow & like us :)

Subscribe us!
Observe us!

Kategorie