No i się zaczęło! – USA trip – tydzień pierwszy

USA

Ryk silników, przyspieszanie wciskające w fotel, ostatnie budynki lotniska Tegel migające w małych oknach i odrywamy się od Europy. Rozpoczynamy nasz USA trip!

Zaczęło się tak jak zawsze – niepozornie. Pomysł pojawił się rok temu – podczas ostatniej imprezy przed naszym wyjazdem dookoła Europy Magda rzuciła w rozmowie: „objedźmy Stany” i chociaż wtedy się zaśmialiśmy to pomysł na stałe zadomowił się w naszych głowach. Wszystko potoczyło się szybko.

W grudniu, jeszcze podczas poprzedniego wyjazdu, załatwialiśmy wizy, w styczniu skompletowaliśmy ekipę. Zorganizowaliśmy kontener, żeby wysłać busa do Nowego Jorku. Po raz pierwszy w pełnym składzie „spotkaliśmy się” na videokonferencji – zapoznać się lepiej i omówić ogólny zamysł wyjazdu – po 15 minutach skończyło się na kupieniu biletów. Klamka zapadła.

Ostatnie dwa miesiące przed wyjazdem to wytężona praca całej szóstki, by urzeczywistnić nasz plan. Przeróbka busa, pozyskiwanie patronów i sponsorów, planowanie trasy, nawiązywanie kontaktu z Polonią, ubezpieczenia, pozwolenia na poruszanie się 20-letnim dieslem za oceanem i wiele, wiele innych. Udało się.

W Nowym Jorku wylądowaliśmy o dwudziestej lokalnego czasu. Teraz miało się okazać, czy zostaniemy wpuszczeni na teren Stanów Zjednoczonych. Tę decyzję miał podjąć oficer imigracyjny, który na podstawie dokumentów zgromadzonych przez ambasadę miał określić, czy możemy tu zostać 90, 180 dni czy wracamy najbliższym samolotem na własny koszt. Byliśmy przygotowani na szczegółową kontrolę, pytania o ilość odłożonych pieniędzy, na prośbę o okazanie biletu powrotnego, wyciągu z konta, prywatnej skrzynki mailowej czy smsowej. Skończyło się na szybkim porównaniu zdjęć w paszporcie, odcisków palców i już. Przynajmniej dla większości z nas 😉 Byliśmy po drugiej stronie. Czas na pierwsze kroki na amerykańskiej ziemi!

Pierwszy nocleg ze względu na kontrolę na lotnisku mieliśmy zaklepany w hostelu – dotarliśmy tam około dwudziestej trzeciej, ale dla nas była godzina piąta rano, więc po szybkim świętowaniu sukcesu padliśmy spać. Kolejne dni zlały się w niemal jeden. Trochę z powodu jetlaga, trochę ze względu na intensywność dni.  Z hostelu przenieśliśmy się do domu Wojtka, który zgodził się nas przyjąć pod swój dach na najbliższe trzy noce. Jak się okazało potem spędziliśmy ich tam pięć… Podróż zaczęliśmy od awarii, ale po kolei.

Zwiedzenie Nowego Jorku poszło nam szybko i sprawnie – ponad 30 km piechotą, metro, autobusy i po trzech dniach odwiedziliśmy prawie wszystko z naszej długiej listy. Odwiedziliśmy także Radio Rampa i, dzięki pomocy Polonii mieszkającej w Greenpoint, udało nam się ubezpieczyć busa. We wtorek odebraliśmy z portu auto, które poza oberwanymi lusterkami i kilkoma nowymi rysami dotarł do nas w idealnym stanie. Niestety tylko na pierwszy rzut oka…

Po południu pożegnaliśmy się z naszymi gospodarzami, Wojtkiem, jego żoną i córką, pojechaliśmy do Walmarta, zrobiliśmy ostatnie zakupy przed trasą i wróciliśmy na podjazd przed ich domem. Nie działały nam hamulce.

Szybka kontrola i zlokalizowaliśmy wyciek z zacisku tylnego koła. Pękła nam uszczelka przy dźwigni hamulca ręcznego – niby nic poważnego, wymontować raz dwa założyć nową i w drogę. No niestety, nie w Stanach. Dostęp do części Volkswagena T4 jest ciężki. Próba demontażu zacisku i zaślepienia układu, by dojechać 160 mil po części, po dziesięciu godzinach kończy się  niepowodzeniem. Końcowo decydujemy się na zakup całego zacisku. Dostajemy auto od Wojtka i po czterdziestu minutach szaleńczej jazdy, dwukrotnym pomyleniu drogi docieramy do sklepu z częściami 2 minuty przed zamknięciem.. Udało się, mamy zacisk!

Wymiana i odpowietrzenie układu  idzie sprawnie i następnego dnia o piątej rano jesteśmy gotowi do drogi! Nasz roadtrip wreszcie naprawdę się zaczyna! Przed nami Niagara, Toronto, Detroit, Chicago i Yellowstone!

Poprzedni wpis
Dziękujemy za pomoc w transporcie busa do USA!
Kolejny wpis
USA trip – tydzień drugi

Zobacz gdzie jesteśmy TERAZ:

Image Widget

Follow & like us :)

Subscribe us!
Observe us!

Kategorie