USA trip – tydzień czwarty

USA

Pierwszy podjazd, by wydostać się z otaczającego nas pierścienia gór, skutecznie nas spowalnia. Niemal zatrzymuje. Strome podjazdy w połączeniu z kiepskiej jakości paliwem, które spotykamy tu bardzo często, skutkuje momentami prędkością ledwo przekraczającą 15 km/h. Zupełnie się tym nie przejmujemy. Szybko czy wolno, każdy pokonany kilometr to kilometr bliżej celu. Oby tylko nowa pompa hamulcowa sprawdziła się na zjeździe.

Wszystko działa bez zarzutu, a my spragnieni trasy po trzech dniach postoju szybko docieramy do Kanady i parku narodowego Banff. Te 210 mil pokonane po jego terenie to najpiękniejsza trasa jaką do tej pory jechałem. I choć tereny Yellowstone urzekły mnie swoją różnorodnością to ogromne przestrzenie Kanady pełne lasów, z ośnieżonymi szczytami w tle, poprzecinane dziesiątkami rzek zachwyciły mnie swoim nienaruszonym jeszcze przez człowieka pięknem. Może na mój odbiór tego miejsca wpływa też nastawienie spotykanych przez nas Kanadyjczyków. Podobnie jak Amerykanie są bardzo otwarci, szczerze życzliwi i pełni pogody ducha.

Jest tu wiele remontów dróg wymuszających ruch wahadłowy. Często zamiast świateł spotyka się tutaj ludzi kierujących ruchem ze znakami Stop oraz Drive. Dość monotonna praca i przejazd takim zwężeniem zupełnie nie zapadłby mi w pamięć, gdyby nie osoba kierująca ruchem, która zamiast po prostu stać z tabliczką Drive, tańczy i macha zachęcająco cały znakiem. Takie wydarzenie potrafi pozytywnie nastawić człowieka na cały dzień.

Przez British Columbia lecimy ekspresowo zmieniając się co kilka godzin za kierownicą i zatrzymując się na niecałe 6 godzin noclegu. Dotarliśmy już tak daleko na północ, że Słońce co prawda schodzi poniżej linii horyzontu, ale w żadnym momencie nocy nie robi się całkiem ciemno. To sprzyja pożeraniu drogi. Wiele, wiele kilometrów dalej i wiele, wiele mniej bieżnika na kołach później docieramy do tak upragnionego przez nas celu. Rozpoczynamy Alaska Highway! I jeżeli do tej pory nie mieliśmy szczęścia, by spotkać niedźwiedzie to teraz mijamy ich po kilka lub kilkanaście dziennie. Co jakiś czas poza kojotami spotykamy też jeżozwierze. Cała trasa z Yellowstone do Anchorage – 4800 km wraz z odwiedzeniem parku Banff – zajmuje nam 6 dni. Docieramy tu jako pierwsze auto na polskich tablicach rejestracyjnych – szczęśliwi i zmęczeni. Tutaj na szczęście czeka na nas Wil. Najwięcej problemów sprawia nam zawsze znajdowanie noclegów w mieście, dlatego z radością przyjmujemy wiadomość, że zgodził się przyjąć całą naszą szóstkę pod swój dach na najbliższe dni. Po takiej trasie nie da się nie docenić ciepłego prysznica. Robimy pranie, wysypiamy się do woli i wspólnie z naszym gospodarzem jemy schabowe, mizerię i ziemniaki, które przygotował dla nas Maniek.

Uzbrojeni w lornetki udajemy się w rejs statkiem na „polowanie” na wieloryby.  Za pierwszym razem spóźniamy się do portu o 3 minuty i tego dnia już nie udaje nam się zaokrętować. Nic straconego! Odwiedzamy znajdujący się w okolicy Exit Glacier i trafiamy na doskonałe miejsce noclegowe, gdzie spotykamy czwórkę podróżników z Arizony, z którymi wspólnie spędzamy wieczór. Gramy na banjo, harmonijkach, skrzypcach i mandolinie. Smażymy kiełbaski na drewnie wyrzuconym na brzeg przez rwący nurt rzeki.

Rejs po wodach Resurrection Bay to spory wydatek, ale każdy z nas długo oszczędzał na tę atrakcję i nikt nie żałuje ani jednego wydanego dolara. Spotykamy kilkanaście wielorybów, orki, delfiny, lwy morskie, foki, maskonury i wydry. Wszystkie te zwierzęta w naturalnym środowisku robią na nas ogromne wrażenie i sprawiają nieporównywalnie większą radość niż spotkanie z nimi w zoo.

Te kilka dni spędzone u Wila pozwoliły nam nie tylko odpocząć po męczącej trasie, ale także nazbierać sił, których w najbliższych dniach będziemy bardzo potrzebować. Przed nami Stampede Trail, czyli trasa do legendarnego dla podróżników busa linii 142, stojącego pośrodku alaskańskiego lasu. Musimy pokonać w bród kilka rzek lodowcowych, przebyć ponad 60 km pieszo i spędzić noc bez namiotu  otoczeni przez niemalże dziewiczy las największego Parku Narodowego Alaski oraz jego mieszkańców – niedźwiedzie, wilki i łosie.

Poprzedni wpis
USA trip – tydzień trzeci
Kolejny wpis
Ile kosztuje miesiąc podróżowania po Stanach?

Zobacz gdzie jesteśmy TERAZ:

Image Widget

Follow & like us :)

Subscribe us!
Observe us!

Kategorie